w całym domu nie ma ani trochę bacha (johannesa), a wraz z bachem wcięło gdzieś jamiroquai. i do tego nie chce mi się czytać żywotów pitagorejskich (już zaczynam tęsknić za żeromskim i innymi rozkoszami gimnazjalno-licealnymi). kto ma jakąś koncepcję odnośnie ogólnego sensu, niechaj mi ją czym prędzej sprzeda.
[saskia laroo - bodymusic]