Na lotnisku.
Od lewej: Robert, ja, Brian, Angel.
Moja siostra właśnie odleciała. Siedziałam z Brianem całe 1,5 godziny na tarasie widokowym i czekaliśmy aż Angel odleci. Strasznie płakałam gdy się z nia żegnałam. Jak dobrze, że jest ze mną mój chłopak. Przed przejściem Angeli przez bramki, spotkaliśmy naszego kumpla z NY. Mój były chłopak. Brian był chyba trochę zazdrosny kiedy rozmawiałam z Robertem. Oj mój kotek. Tak więc Angela nie leciała sama do domu, miała towarzysza. To mnie cieszy. Zaprosiłam Briana do siebie. Przyjedzie ze swoim bratem. Chyba nawet będą u mnie nocować. Ten mały jest taki śmieszny.