Rozmawiamy ze sobą coraz mniej, siebie chciwi, jakby ktoś pomiędzy nami porozstawiał szyby
Na dnie własnego świata, dzieci kwiaty, ryby bez głębszych wdechów, żyjemy na niby
Wydrapałbym każde oczy wlepione we mnie tak tępo, że aż czuję jak oblepia mnie przeciętność
Inna miała być codzienność, nasza wielkość miała iskrzyć
A wygasa gdy tak teraz na nią patrzę, a ty milczysz
Czuję wilczy głód, szukam słów, których nie znam
Gdy raz poczujesz głód już nie potrafisz przestać
Choć zawsze widzę Cię, ja nie czuję Cię znów
Czekam na mały cud, który mógłby to przerwać
Ci wszyscy obcy wokół myślą, że mamy wszystko
Niech wezmą spokój, zabiorą oczywistość
Chcę usłyszeć głos, nie słyszę go, choć jesteś blisko,
Powiedz do mnie, potem mogę zniknąć..