Zmęczona, niewyspana i jak się okazuje - szczęśliwa.
Kolejna niedziela, kolejny dzień na oddziale, żadnych zmian.
Ciepłe uśmiechy, jeszcze cieplejsze spojrzenia.
Ktoś łapie mnie za dłoń, ktoś inny mówi,
Że cieszy się, że znów mnie widzi.
Czasem chciałabym widzieć tylko tę stronę.
Ale neurologia to nie tylko mili pacjenci i wdzięczne pacjentki.
To też opadnięte kąciski ust, zamknięte oczy i bezwładne ręce.
Nie widzę strachu. Widzę niemoc, cierpienie i prywatne tragedie.
Kolejny raz nabieram szacunku do życia.
Ostatnia niedzielna godzina dobiega końca.
Na odchodne wchodzę jeszcze na kilka sal.
Pani spod okna odgarniam włosy z policzka,
Chwytam za rękę pana spod szóstki
A do chłopaka z łóżka środkowego uśmiecham się
Tak serdecznie jak tylko potrafię.
Śmieję się, że w środę nie chcę ich tu widzieć,
Że zaraz święta, że muszą wracać do domów.
Śpię po pięć godzin dziennie,
Biegam między DPS-em, szkołą i szpitalem
I nie mam życia prywatnego,
A mimo to jestem szczęśliwa, łał.