" Nie ma lepszego sposobu pobudzenia dobroci w ludziach,
niż traktować ich tak, jakby już byli dobrymi"
Zacznę myślą z książeczki, zakupionej w krakowskim EMPIKU- tak tej, którą wzięłam jako pierwszą lepszą na stojaku, aby sobie pooglądać, a chwilę później zakupić, bo wypatrzyłam tam pewną treść..
Myślę, że wszyscy wiedzą, na czym polega TRADYCJA ŚWIATŁA z BETLEJEM.. i każdy doskonale wie, jak to jest odważyć się być dobrym zupełnie bezcelowo i bezinteresownie.. Zatem skupię się na relacji. Może mniej epicko niż druhna Esnela.. Nie będzie też liryki.. Więc metodą dedukcji, każdy wywnioskuje, iż będzie to.. DRAMAT.
Otóż wszystko zaczęło się już w sobotę, kiedy to druh Fifarafa z miejscowości o metalurgicznej nazwie STALOWA WOLA, przyjechał do Grodu Rzecha, by spędzić noc w Harcówce 64 ADH... To jest takie miejsce, do którego przybywają pielgrzymki z całego województwa, a nawet z dalszych krańców Polski, jakimi jest ŁOMŻA..
Wróćmy jednak myślami do owego druha, z którym udaliśmy się nazajutrz do Krakowa.
Tutaj zacytuję fragment wielkiej epopei narodowej, wielkiego i pięknego wieszcza i poety:
" CZTERY KROWY I DWA CIELA- I NASTAŁA NAM NIEDZIELA"
- Jawcian Tuślim " Cztery Czwarte Formy Bydła" - (4/4 FB)
Zebraliśmy się wszyscy na Podpromiu- przed godziną 6.00.. druh Folklor kazał drużynowym sprawdzić stan swoich drużyn, co było niezłym wyzwaniem dla druhny Buby, która nie mogła się doliczyć wszystkich 5 osób z 64 ADH.. Wyruszyliśmy w końcu do Dziewiczego Grodu, jakim jest Kraków..
Pewnie zastanawiacie się, dlaczego piszę, iż Kraków jest dziewiczy?! No jak to dlaczego? Przecież nawet małe dzieci wiedzą, że Kraków słynie z tego, że ma SMOKA, a nawet można tam takowego zakupić- np. w wersji pluszowej. Po drodze zatrzymaliśmy się na kawusię dla jednych oraz na siku dla innych...
Część podróży upłynęła nam na odrabianiu zadań i nauce na poniedziałkowy dzień w szkole. Skuo pisał wypracowanie o "Szatanie z 7 Klasy", konkretnie o Fałszywym Malarzu- wielokrotnie podkreślając jego fałszywość.. Druhna Esnela natomiast, uczyła się HISZPAŃSKIEGO i dzięki temu cała nasza piątk poznała znaczenie słów El Guerrero i El Compensino..
Dh. Esnela musiała umieć mniej więcej opowieść o smoku i rycerzu- oczywiście po hiszpańsku.. Tutaj chciałam być wybitnie pomocna- tłumacząc całe to opowiadanie na język polski.. Z tym, że ja nie mówię biegle po hiszpańsku- nawet powiem więcej, w ogóle nie znam tego języka, więc stawiałam na to, z czym dane słowo mi się kojarzy.
I tak np. rycerz układał armaturę łazienkową i miał problem z dyskiem, bo jego nagie zdjęcia trafiły do sieci.. No i Puenta dla Edmunda !
W końcu jednak dotarliśmy do Krakowa. Wysiedliśmy tam, gdzie zwykle i druh Folklor zarządził, iż "hufcem" udajemy się na rynek pod Kościół Mariacki.. Tylko, że My mieliśmy bliżej spod PTTK- więc oni w wyznaczone miejsce, a my na ukochaną ul. Grzegórzecką, gdzie zawsze w niedziele odbywa się giełda antyków, staroci, książęk, płyt, monet, itp. (się bywa, się wie). Dokonaliśmy tam wielkich zakupów za małe pieniądze: Mangi, Giganty, Szalik.. Mijając PTTK w drodze powrotnej, znaleźliśmy taką dziwną "kurzą raciczkę", która sobie odpoczywała na ziemi.. (zdjęcie u góry) Potem Buba próbowała kupić glany w salonach Steela.. Oczywiście w okolicach miejsc, w których zawsze na BŚP można spotkać Harcerzy z LEŻAJSKA (są już 4 takie w Krk)- spotakliśmy UWAGA: Harcerzy z LEŻAJSKA. I jakaż duma nas rozpierała, gdy wyłazili z PASAŻU HETMAN- sklepu, który pokazaliśmy im ROK TEMU- wiedzą, co dobre. Z tego właśnie sklepu jest przypinka na zdjęciu u góry: I <3.. chyba oczywiste jest, do kogo ona należy.
Odwiedziliśmy też MACA na ul. Szewskiej, gdzie Jaw udowodniła, że da się jeść frytki i kurczakowe cosie za pomocą słomki do napojów!
Oczywiście były darmowe dolewki bo mieliśmy 2 litry VIVATA z biedronki- to sobie dolewaliśmy.
Przyszedł czas na Uroczysty APEL na WAWELU i Mszę w w Mariackim, na której śpiewał przepełniony energią chór- choć zgrywali się wręcz genialnie!! Następnie Zawiązanie Kręgu i KONIEC. W drodze powrotnej chcieliśmy coś wspólnie zaśpiewać.. Ale jedyne co znali wszyscy to było "BÓG SIĘ RODZI"i nagle cały autokar zaczął śpiewać- bezcenne..Do Rzeszowa dojechaliśmy dużo za wcześnie, niż głosiła informacja na początku ale wystarczająco za późno, by nasz umiłowany Fifarafa nie miał busa do Stalowej, dzięki czemu spędził kolejną niesamowitą noc w naszej HARC.
reszta nie chciała się zmieścić więc
dziękuję za uwagę
Wasza Umiłowana Jaw