A więc po tej jakże zacnej, prześlicznej, napawającej nas wszystkich wzruszeniem uroczystości jaką jest piękny, zacny i prześliczny, cudowny wzruszający Bieg Biszkopta, odprowadziliśmy Rejmanie wraz z jej bagażami do auta jej mamy, do którego to pieknego, cudownego auta wszedł piękny, jakże zacny cudowny kot, ale nie taki z kurzu tylko taki prawdziwy co chodzi, pije mleko bawi się i wogóle ale niestety nie wiem jakiego ten kot był koloru. I ten oto piekny cudowny jakże prześliczny którego jest wiele ras, który jak to sie mówi chodzi własnymi drogami zwierzak nie chciał wogóle z tego auta wyjść pomimo licznych prób namówienia go na tą jakże niebezpieczną lecz jednocześnie bardzo ekscytującą czynność lecz jednak w końcu po jakże bardzo długim czasie ten oto kot wyszedł a Rejmania wraz ze swą mamą mogły spokojnie odjechać do domu. Wtedy wszyscy jak jeden mąż lub żona w zależności jak tam kto woli (a tak wogóle to ciekawa jestem bardzo dlaczego sie mówi wszyscy jak jeden mąż, może ktoś wie i chciałby się podzielić tą wiedzą, byłabym bardzo szczęśliwa) zeszliśmy na dół do pomieszczenia jakże pięknego i zacnego w którym bardzo niedawno jedliśmy leżajski bigos a które ludzie zwą nazywać stołówką, z racji tego że są tam stoły, ale ludzie zwykle się tam stołują, po to by właśnie w tym jakże prześlicznym i cudownym pomiesczeniu zjeść piękny posiłek o magicznej bardzo ale to bardzo magicznej nazwie...........KOLACJA! na której to właśnie kolacjii Fruziek jako, że jest on koniem choc troche przygłuchawym i cierpiącym na amnezję no ale jednek nie da się tego ukryć koniem, zwłaszcza dla Eprila, który lubi ubustwia wręcz bardzo ale to bardzo go ujeżdżać dostał piękną wileką jakże przecudowną o jakże wyrazistym marchwiowym kolorze i marchwiowym posmaku, zgadnijcie co? A no oczywiście że ..............MARCHEWKĘ (założe się że nigdy byście nie zgadli gdybym wam nie powiedziała
. Gdy już zjedliśmy górę prześlicznych i przepięknych kanapek i posprzątaliśmy udaliśmy się na góre kolejny raz przemierzając te jakże strome, zacne schody na których to schodach wiele ludzi zapewne przeżywało jakieś ważne, niezmiernie ważne momenty swojego jakże pięknego życia (choć wcale nie wiem czy tak było) docierając wreszcie po jakże długiej i trudzącej podróży do jakże zacnej i cudownej sali 113 po to by móc chwilę odpocząć no i przygotować się do mszy świętej, która jest na Hicie rok rocznie o godz.12 (prawie jak pasterka). Gdy wybiła ta jakże zacna prześliczna wręcz zagadkowa godzina która kończy jeden dzień a zaczyna drugi a mianowicie piękna godzina 24, 12 albo godzina 00 jak tam kto lubi tę oto właśnie godzinę nazywac lub jeszcze inaczej poprostu północ zeszliśmy na dół na dużą sale gimnastyczną choc taka wielka to ona nie jest, nieskromnie powiem że widziałam w swoim życiu większe by tam właśnie dokładnie w tym miejscu być na tej jakże pięknej i cudownej Mszy Świętej.
Były piękne czytania, psalmy i piękna obstawa muzyczna mszy i to niezapomniane kazanie, do którego ksiądz potrzebował takiego Mergena, takiej pewnej Dżordany i takiego pięknego Ofinka. Już niestety nie pamiętam dokładnie o co chodziło w tym kazaniu i po co księdzu były te jakże piekne 3 zacne osoby. Pamiętam najbardziej z tego jakże pięknego i zacnego kazania to magiczne zdanie..............,,Święci są wsród nas, może właśnie tu teraz siedzą obok ciebie", to było bezcenne poprostu. A na końcu mszy było tak fajnie że wszyscy sobie śpiewali i tańczyli i nawet ksiądz śpiewał i tańczył i wogóle taki bardzo radosny był i było bardzo ale to bardzo fajnie. Według mnie msza w tym roku była dużo fajniejsza od tej rok temu i dłużej trwała bo właściwie nikt nie chciał kończyć tej jakże zacnej pięknej i cudownej mszy właśnie z racji tego że była ona tak fajną, piękną i cudowną mszą.
A po tej jakże zacnej pięknej i cudownej mszy myśmy sobie zostaliśmy i tańczyliśmy sobie nasze tańce uwielbienia i księdzu się bardzo ale to bardzo te jakże piękne, cudowne, przepełniające radością i miłością tańce uwielbienia podobały i stwierdził że następnym razem musimy go nauczyć (nie jestem pewna czy ksiądz byl do końca świadomy tego co powiedział, żeby sie nie zdziwił jak któregoś dnia do niego przyjdziemy i go nauczymy tego tańca, nas w końcu na to stać to przecież my). Potem jeszcze chwilkę zostaliśmy i gadaliśmy sobie z tym księdzem i okazał się on bardzo ale to bardzo fajny. Lubimy księdza.
A potem wróciliśmy na górę i poszliśmy się myć i wogóle się ogarnąć przed spaniem i znów zasnęliśmy bardzo szybko, w mgnieniu oka, ale że mgnienie oka trwa inaczej u każdego w zależnośći od tego jak kto szybko mgniewuje okiem to jedni mgniewieli okiem odrazu, inni troszkę później i troszkę dłużej mgniewują okiem a jeszcze inni z racji tego że u nich mgnięcie oka trwa bardzo długo siedzieli sobie na korytarzu z innymi i sobie z nim śpiewali różne bardzo piękne i poruszające serca piosnki.
Jescze gdzięś w czssie tego dnia tańczyliśmy jakże piękny i cudowny taniec, który każdy harcerz i harcerka uwielbia a mianowicie.............BELGIJKĘ, i stwierdzam że fajnie jest zobaczyć tekiego malutkiego Eprila, który tańczy z osobami które są od niego ciutke starsze i tylko ciutkę ale naprawdę tylko ciutkę wyższe.
I tak oto dziwnym cudem dobrnęliśmy do końca tego jakże zacnego pięknego dnia jakim jest sobota. Ale nie martwcie się przecież jeszcze cała niedziela została więc jescze nie koniec tej jakże pięknej cudownej i epickiej relicji z HiTa następne części niebawem.
___________________________________________________
Tym razem sukces
Nic mi sie nie usunęło i nie musiałam pisać od nowa
Pisała wasza Esnela która w tym momencie leży chora w łóżku
Ale która w dalszym ciągu ma smoka, no bo jakie macie dowody że nie
Miłej lektury i powodzenia w czytaniu
Ciąg dalszy czyli część 7 już niebawem się ukaże