Boże! Jak dobrze, że napisałeś. Umarłabym, a ta rozmowa mnie uratowała. Jestem popierdolona maksymalnie. Sama już nie wiem czego chcę. Nie rozumiem siebie. Chyba potrzebuję jakiejś zmiany, ale jakiej? Myślałam, że wolność od Ciebie mi pomoże, ta świadomość, że nie jestem uwiązana do Ciebie i mogę odejść w każdej chwili, bo nie jesteśmy razem. A jednak mimo to, byś był obok. Byś był, bo nie umiem być sama; ale tylko obok, żebym nie miała wyrzutów sumienia, że uzależniłam się od Kacpra. I żebym była wolna, żebym miała wybór. W ogóle żebym wszystko miała, wszystko mogła! Chciałabym wszystko, jestem taka zachłanna. Jestem nienormalna. Nie można tak traktować ludzi. Ale chyba w końcu odkryłam co ze mną jest nie tak. Odkryłam ten najważniejszy powód. Jestem zakochana w sobie. Egoistka. Zawsze rozwiązuję w głowie swoje problemy, by mi było dobrze. By siebie zaspokoić. By dla siebie osiągnąć psychiczny spokój. Wszystko dla siebie. I wiedziałam to już dawno, więc dlaczego dopiero teraz odkryłam, że to jest ten powód?