Pokonujemy meeega kopertę .
Ja jej daję maksimum 35 cm .
Na błędy nie patrzeć; przeszkoda była za mała, abym się starała [zadzieram nosa].
Patrzę na to zdjęcie i śmieję się z moich skrzydełek. Na szczęscie tylko na jednym zdjęciu mam takowe, więc nie jest źle.
A wczorajsza jazda ?
Bardzo miła, dużo galopów [bez strzemion... no to jeszcze muszę poćwiczyć, ale naprawdę nie wiem dlaczego mam taki opór do galopowania bez nich], dużo skoków...
Wcześniej jednak trzeba było złapać sobie konia... no i z tym były problemy. Franek owszem, dał się złapać, ale przeszedł kilkadziesiąt metrów i dalej nie chciał iść... doszło do tego, że stanął kilka razy dęba i próbował gryźć. A, no i kopać przednimi nogami.
W końcu puściłam go z uwiązu i przez jakieś... 20 minut? znowu z Darią go łapałyśmy. W końcu się udało metodą 'zaufania', ale i tak za cholerę nie chciał iść... kiedy Daria zachęcała go z tyłu palcatem ten down mały robił malutkie kółeczka wokół mnie [myślał że chodzi na lonżowniku?], poza tym przeszedł kilka metrów tyłem... ale potem już szedł piknie.
I generalnie z czyszczeniem nie było tak źle; czyściłam tylko jedną stronę bo pewna osoba powiedziała mi że ja [po 6 latach jazdy... w dobrych stajniach od roku] nie umiem czyścić konia... no ok, mi w to graj, chociaż poczułam się trochę głupio. Ta soba kazała mi założyć Frankowi gumki... no no, ciekawe dlaczego był ospały i nie reagował szybko na polecenia... gumki oczywiście zdjęłam, czy to się tej osobie podobało czy nie, postąpiłam zgodnie ze swoim sumieniem [jak to zabrzmiało
]. W ogóle zachowywała się jak jakiś fachowiec, hodowca z 40-letnim stażem, albo jakby była Pessoą... przynajmniej ja to tak odebrałam. I może nie powinnam tego pisać, bo na tego bloga wchodzi dużo osób z 'Morgana', ale co tam. Najwyżej ta osoba się dowie, i tyle. I będzie kwas
. Ja rozumiem, że nie wiem wielu rzeczy, ja rozumiem, że nie jeżdżę idealnie, ale nie lubię zarozumialstwa...
No właśnie... stanowczo brak mi intymności; nie mogę napisać tego o tej osobie bo ta osoba wchodzi na bloga, nie mogę napisać tego bo ten powie to temu i będzie afera... dobrze, że mam tego totalnie prywatnego [ale bardziej prywatnego od tego którego mam w linkach] bloga; gdyby nie on, to chyba bym już nie blogowała. Bo naprawdę możesz poczuć się jak na cenzurowanym tłumacząc coś komuś i przy okazji napomknąć że prowadzisz bloga a ta osoba Ci mówi, że wchodzi na Twojego bloga i wpadła na niego już w czercu [to przykład z wczoraj].
Pojawiła się możliwość zdawania na odznakę 27 sierpnia... nie skorzystam jednak; za mało czasu, za mało chęci, za mało kasy na treningi... zresztą część skokową pewnie bym zawaliła; patrząc na to co skakałam wczoraj a na to, co miałabym skakać na odznace...
Trzeba z Niną porządnie pogadać... i zacząć porządnie skakać [czyt. przez wyższe przeszkody].
Jak mi brakuje tego weekendu majowego, tego miejsca, tego konia, tych przeszkód... ale to już było i nie wróci więcej... buuu !
A dzisiaj o 12 znowu na stajnię.
17 MARCA 2018
23 SIERPNIA 2017
7 MARCA 2017
11 LISTOPADA 2016
17 WRZEŚNIA 2016
1 SIERPNIA 2016
20 LIPCA 2016
19 CZERWCA 2016
Wszystkie wpisy