Psiapsióła z Daleka przyleciała, zakręciła się i fiuuuuuu poleciała. Ale po drodze napomknęła cóś o październiku... że wpadłaby na łykend albo co. No masz, znowu trzeba będzie posprzątać, ja nie mam do tego siły. Chyba ją zacznę rewizytować dla odwetu.
Z uczuciem niejakiej ulgi poszłam dziś do pracy. Tak, u nas się nie świętowało, moi drodzy, ja przecież robię w Fabryce Wariatów. Siedzę za biurkiem już ze 40 minut, myślę o tym, że jak to fajnie, nic nie muszę gotować, a w domu czeka mnie chata wolna, bo Córunia wybyła w międzyczasie do Zakopanego (ha ha kolejna wariatka), aż tu wkracza nasz Rachunkowy, znany oszczędzacz, i mamrocze pod nosem, że pozapalane wszędzie i po kiego.
- Czemu mi gasisz - pytam.
- To Ty jesteś??? A ja do Ciebie do domu dzwoniłem.
Istotnie odsłuchałam właśnie nagranie z poczty głosowej, gdzie Kolega uprzejmie się informuje, czy JUTRO się pojawię. Okazuje się, że Derechcja wybyła precz, ach nie będzie jej aż do wtorku, jak miło... a jakie nudy bez niej... za to w godzinę później pojawiła się dwójka Japończyków i okazało się, że Mitsuko pracuje w naszej filii w Tokio, a jej mąż-architekt nawet pracował przy projekcie ich budynku. Rozhowory i wzajemne opowieści o Derechcjach trwały długo :) po czym posłaliśmy ich pod opieką znajomej architektki do Mangghi i Mocaku. Pojutrze wyruszają w dalszą drogę gdziesik na Rzeszowszczyznę szlakiem drewnianych kościołów, co jest pasją męża. Bardzo sympatyczni ludzie.
A tymczasem Tastarsza zawezwała mię, cobym kurcgalopkiem dawała nową notkę, odrywając mnie tym samym od oglądania serialu "Gruby". Pamiętacie?
Nie mogę pojąć, jak to było zaraz po wojnie z wakacjami szkolnymi. Bo oni tam chodzą do szkoły, chodzą, chodzą, aż tu pewnego pięknego dnia władze ogłaszają, że w niedzielę będzie czyn społeczny, pojadą na żniwa. I rzeczywiście jadą i żną. To w sierpniu była szkoła? Czy na Ziemiach Odzyskanych żniwa odbywały się we wrześniu, bo tacy zapóźnieni?
No, ale my tu gadu gadu, a zapóźnienie sięga zenitu... 22 lipca pisałam poprzednią notkę, widać teraz tylko w święta się będę pojawiać :)
A Wy też jesteście do tyłu, bo nie odpowiedzieliście na jedno pytanie: co jest nie tak z togą prof. Estreichera na obrazie św. Karola Boromeusza. No fakt, pytanie nie było łatwe. Niniejszym udzielam odpowiedzi: profesor ubrany jest w czarną togę Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, a nie w togę Wydziału Historyczno-Filozoficznego, do którego należał. Zbyt wiele sporów, kłótni i nieporozumień dzieliło go z macierzystym wydziałem...
Dziś są to dwa odrębne wydziały. A JAKIEGO KOLORU TOGI NOSZĄ ICH PROFESOROWIE?
Na pozostałe pytania odpowiedzieli: Nadjamdwa, Jacek75 i Jitka.
A teraz spojrzenie bardziej ogólne na uniwersytecką Hutę czyli dziedzińczyk między Collegium Maius a Collegium Nowodworskiego.
Przestrzeń ta zamknięta jest ścianami obu kolegiów i dwupiętrowym domem w głębi. Tylko układ przestrzeni jest starodawny, natomiast budynki są zrekonstruowane czy postawione na nowo. Wiąże się to ze zburzeniem w 1866 roku zachodniego skrzydła Collegium Maius. Dokonali tego budowniczy Bergman i Księżarski. Zburzono wówczas również wykusz (dziś przywrócony) i przebudowano dom w tyle dziedzińca, nie widząc w nim zabytkowych wartości.
Teren ten Uniwersytet nabył w XVI wieku. Przód był własnością kościoła św. Anny od 1381 roku. Tędy był przejazd do stojącego w głębi domu nazywanego hutą. Był to dom drewniany, niegdyś huta "goldszlagera" czyli złotarza, tj. rzemieślnika wyklepującego płatki złota.
Sprzedaż domu i przyległego dziedzińca dokonana została wobec urzędu ławniczego 10 października 1511 roku:
"My ławnicy Krakowa stwierdzamy, że Bernard Goldszlager przekazał swój dom drewniany w ul. Św. Anny leżący obok Kolegium Większego, ze wszystkimi prawami czcigodnym mężom: Adamowi z Łowicza doktorowi sztuk wyzwolonych i medycyny, a podówczas rektorowi Uniwersytetu, oraz Mikołajowi z Koprzywnicy w tym czasie głównemu zarządcy Uniwersytetu oraz Szymonowi z Sierpca i Jakubowi z Iłży magistrom sztuk wyzwolonych i kolegiatom większym, którzy przejęli dom w imieniu całego uniwersytetu."
Uniwersytet bardzo potrzebował tej przestrzeni. Odciążyła ona dziedziniec główny, pozwoliła go uporządkować i opróżnić z gospodarczych składów. Te ostatnie przerzucono na Hutę. Postawiono tu jakieś nowe mury czy parkan (1513), budynki gospodarcze (1513), bramę wjazdową (1508 i 1509). Wykusz stanął prawdopodobnie w 1513 roku, bowiem wtedy znany jest wydatek Uniwersytetu na rusztowanie. W niedługi czas później stanęly tu stajnie i wozownia.
Do XVIII wieku niewiele zmian zaszło na dziedzińcu Huty. W 1736 roku sprawiono nowe wrota płacąc za "ćwieki głowiaste i za zawłokę żelazną do wrót na Hutę". Nowej przebudowy stajni dokonał w 1743 Maciej Ziętkiewicz z prawem dożywotniego użytku. Wszystkie wydatki były niewielkie i świadczą o skromnym życiu w kolegium.
W XIX wieku Huta jest już tylko podworcem gospodarczym. W 1904 roku Inż. Sare zbudował nad dziedzińczykiem pseudogotycki łuk, który miał za zadanie połączyć magazyny biblioteczne w Collegium Maius z salami Kolegium Nowodworskiego. Łuk ten zniesiono w roku 1960.
Starą widokówkę przedstawiającą ten łuk posiada Jacek75, więc prośba do Niego o zaprezentowanie nam jej w całej okazałości :)
I oto Jacek75 zrealizował prośbo-żądanie - widokówkę można oglądać pod tym oto adresem:
http://www.photoblog.pl/jacek75/131060023/krakow-ul-swietej-anny.html
O tym wszystkim pisze sam prof. Karol Estreicher w monografii "Collegium Maius - dzieje gmachu" z 1968 roku.
A teraz zagadki. Wspomnieliśmy o Mikołaju z Koprzywnicy. Ciekawam, czy ktoś znajdzie, CZYM SIĘ SPECJALNIE WYRÓŻNIŁ TEN PROFESOR?
W Collegium Maius na parterze pomieszczone były lektoria. CZEMU SŁUŻYŁY, JAKIE NOSIŁY NAZWY?
DO KIEDY ICH UŻYWANO?
A teraz jestem ciekawa, czy wystarczy mi literek na to gadulstwo.
Inni zdjęcia: 1412 akcentovaWIOSENNIE I RÓŻOWO xavekittyxLune chasienkaZnaki judgafZachód nad Okęciem bluebird11... maxima24... maxima24Pośmigane. jabolowekrwi;) virgo123;) virgo123